PODRÓŻE

Dyskusyjen podróżników na temat turystyki, biur podróży i hoteli
It is pozycjonowanie currently January 7, 2009, 9:07 am

All times are UTC





Post new topic Reply to topic  [ 1 posts ] 
Author Message
PostPosted: 1997-06-13 00:00:00
Online
Registered User

Joined: 1997-06-13 00:00:00
Niniejszym przesylam szanownym kolegom tekst moich notatek z Indii i
Nepalu. A niech wam sie przydadza.
INDIE - NEPAL
Notatki Przydrozne
16.08 Delhi
Samolot rumunskich linii Tarom wyladowal na lotnisku w New Delhi o 7:50 rano.
Podpisali chyba jakies umowy z Lufthansa. Airbus A310, ktory nas tu przywiozl,
to wielki, luksusowy kolos. Jestesmy zaskoczeni jakoscia uslug. Mozna sie
przyczepic jedynie do jedzenia.
Przy wyjsciu z sali przylotow, zaraz po drugiej stronie szklanych drzwi,
znalezlismy autobus do centrum w cenie 20 Rs za osobe + 10 Rs za bagaz.
Taksowkarze proponowali nam kurs za 400.
Autobus dowiozl nas do New Delhi Railway Station. W tej okolicy, po zachodniej
stronie stacji, znajduja sie najbardziej popularne i najtansze w miescie hotele.
Ceny na Main Bazaar Street ksztaltuja sie w granicach 150 Rs za dwojke. Ciezko
znalezc cos leps
zego i tanszego. Zatrzymujemy sie w Hotel Down Town, w waziutkiej uliczce na
przeciwko dobrze oznaczonego Hotel Star Palace. Jest bardzo czysty i choc
pokoiki sa dosc ciasne, jest wart swojej ceny. We wspolnych lazienkach jest
ciepla woda.
Sklepy obfituja w towary. Mozna tu kupic wszystko. Zaopatrujemy sie w grzalke
do wody ze specjalna, brytyjskiego typu wtyczka.
17.08 Delhi
Na New Delhi Railway Station, na gorze w Tourist Booking Office mozna
zarezerwowac kazdy pociag i wykupic bilety. Mozna placic w dolarach lub w
rupiach. Obsluga jest powolna, kolejka dolarowa krotsza. Ceny przeliczane sa w/g
kursu bankowego. Zarezerwowali
smy dzis pociag do Kanyakumari przez Thrivananthapuram (vel Thrivandrum) na
druga klase sleeper za 13 dolarow. Wczesniej w jakims prywatnym Tourist Office,
ktorych tu pelno (co drugi punkt uslugowy na ulicy to biuro turystyczne) gosc
zaspiewal nam za taki
 bilet 70 USD.
Pierwsze uwagi o cenach:
- ryksze motorowe sa z reguly 2 razy drozsze od rowerowych,
- znaczkow poczty lotniczej za granice wynosza 6 Rs,
- w restauracjach sa podobne - wybierac mozna wiec wylacznie w jakosci lokalu.

18.09 Delhi
Zauwazylismy dzis ze zdumieniem, ze w rykszach sa taksometry. Rzadko jednak
sie zdarza, zeby turysci placili w/g taksometru. Przeplacaja trzykrotnie.
Dlatego warto cene ustalic przed kursem.
Poniewaz jest niedziela i Foreign Tourist Booking Office na stacji bylo
zamkniete, nie udalo nam sie kupic biletow do Agry. W tourist officach na
miescie zaproponowali nam za nie 25 USD za osobe !!!
Stolujemy sie w knajpce w Hotelu Vivek na Main Bazaar. Jest super.
19.08 Delhi
Nie uwierzylismy dzis naganiaczom z tourist office, ze Taj Mahal w Agrze
zamkniety jest w poniedzialek. Nie pisze o tym Lonely Planet, nie wiedza o tym w
informacji turystycznej na stacji kolejowej w Delhi. Pojechalismy wiec i
pocalowalismy kolatke. Bilet
 na sleeper (choc to tylko cztery godziny, to jednak jest tu wiecej
przestrzeni, niz w "klasie popularnej") kosztowal 48 Rs.
Przy rezerwacji miejsc na lepsze klasy trzeba przed podejsciem do okienka
wypelnic specjalne formularze, wpisac w nie nazwe pociagu, jego numer, klase,
nazwiska podroznych itp.
To, co mowia o naganiaczach to szczera prawda. Choc spieszylismy sie dzis jak
cholera na stacje kolejowa w Agrze, by zdazyc na ostatni pociag do Delhi, nasz
ryksiarz pojechal w przeciwna strone i zatrzymal sie przed sklepem z dywanami
"prowadzonym przez b
rata".
20, 21, 22.08 Delhi - Kanyakumari
Jedziemy Kerala Express z New Delhi do Thrivandrum. Potem przesiadziemy sie w
pociag wieczorny do Kanyakumari. Lacznie spedzimy w podrozy 57 godzin na
pokladzie.
Podroz sleeperem jest OK. Najgorsze miejsca sa na samej gorze, bo w nocy
strasznie wieje od wentylatorow. Nasi hinduscy wspoltowarzysze podrozy sa
ciekawscy, ale spokojni i kulturalni.
Przekonalismy sie dzisiaj, ze nie uda sie przezyc takiej podrozy jedzac
wylacznie banany popijajac je woda mineralna. Z ostrej biegunki nie wyciaga nas
ani wegiel, ani sulfaguanidyna, ani leki homeopatyczne. Imodium skutkuje dopiero
przy czwartej tabletce
.
W Kanyakumari pojechalismy najpierw do DVK Lodge, polecanego w Lonely Planet.
Dziewczynom wydal sie on jednak wyjatkowo brudny i zakaraluszony. Taksowkarz
zawiozl nas wiec do Manickhan Tourist Home, hotelu middle range, w ktorym za
dwojke z lazienka placi
my tyle, co za ciasne pokoiki w Delhi (150 Rs za dwojke).
23.08 Kanyakumari
Jedna z niezapomnianych rzeczy w moim zyciu bedzie z pewnoscia targ rybny,
ktory odbywa sie tu na wybrzezu o wschodzie slonca.
Stolujemy sie w Surya Restaurant w Hotelu Samudra. Jedzenie jest genialne, a
Special Naan jest naprawde special.
24.08 Kanyakumari - Kovalam
Z Kanyakumari do Kovalam autobusy odchodza o 6:00, 9:00 (?) i 14:00. Mimo, ze
istnieje mnostwo krotszych drog, autobusy zajezdzaja najpierw do Thrivandrum.
Bilet kosztuje 25 Rs. Mozna rowniez pojechac taksowka za 600 Rs.
W Kovalam podszedl do nas Hindus. Powiedzial nam, ze jest z Surya Tourist
Home, sympatycznie opisywanego w Lonely Planet. Powiedzial nam rowniez, ze jego
hotel jest w przewodniku pod numerem 24, zebysmy sobie o nim przeczytali.
Zaprowadzil nas jednak, nie
stety, do innego hotelu, ale za pozno zorientowalismy sie, ze zrobil nas w
balona. Dziewczynom nie chcialo juz sie przenosic. Gdy zrobilem mu awanture,
staral sie wystrugac ze mnie debila udajac, ze nazwa hotelu zostala zle
wydrukowana. Surya Tourist Home
 vel Hotel Surya jest tuz za naszym hotelem. Poszlismy tam sprawdzic
ceny. Za dwojki 50 Rs w warunkach polowych i 100 Rs za lepszy standard. Gdy
przestrzeglem wlasciciela, by uwazal na konkurencje, powiedzial: "don't
believe me, don't believe anybody". Mo
tto sezonu.
Troje z nas padlo ofiara tzw. Chinese Haze lub inaczej Eye Flu (Pink Eyes,
wedlug lekarza w Polsce, czyli wirusowe zapalenie spojowek). Wedlug starego
Hindusa jest to choroba bardzo popularna w Kerala. Puchna nam powieki, bialka
zachodza krwia, lzawia, ro
pieja i szczypia. Gdy kladziemy sie na wznak, czujemy, jak galki wpadaja nam
do srodka glowy. Dostalismy od lekarza z Kanyakumari, ktory w ogole nie znal
takiej choroby, krople o nazwie Norflox firmy Cipla (Norfloxacin USP 0,3 % w/v,
Benzalkonium Chloride
 NF 0,01 % w/v), ale nasz znajomy tubylec twierdzi, ze zadne krople nam
na to nie pomoga. Choroba sama mija po 2-3 dniach. Faktycznie, Ewa czuje sie juz
calkiem niezle po trzecim dniu, natomiast ja i Marcin, jako ze jest to nasz
pierwszy dzien, meczymy si
e jak cholera.
25.08 Kovalam
Dowiedzielismy sie dzisiaj, ze wyprawa samolotem na Malediwy w te i z powrotem
jest do zalatwienia w granicach 100 USD. Do tego dochodza ceny noclegow.
W Kovalam mozna smialo probowac calej gamy owocow morza w cenie ok. 75 Rs za
danie. Wsuwalem dzis smazonego rekina za 40 Rs i blue marlina za 75 Rs.
Lekarz w Kovalam przepisal nam dzis inne krople na Chinese Haze - Sofradex
firmy Rousell (Framycetin Sulphate BP 5,0 mg/ml, Gramicidin 0,05 mg/ml,
Dexamethasone <as sodium metasulphobenzoate> 0,5 mg/ml). Sa duzo
mocniejsze, niz te poprzednie, szczypia pio
runsko, ale przynosza natychmiastowa ulge.
26.08 Kovalam
Wylamujace sie z brygady Asia i Patrycja padly dzis w nocy ofiara Chinese
Haze. Znajomy Hindus przewidzial, ze los spotka nas wszystkich. Teraz juz
wszyscy mamy czerwone oczy i wygladamy jak pijane szczury. Robimy sobie zdjecia
dla potrzeb ubezpieczenia.
W Kovalam mozna dokonac czarnorynkowej wymiany walut po kursie 35,50 (przy
kursie bankowym 34,95). Niestety, cinkciarze przyjmuja tylko banknoty
studolarowe.
27.08 Kovalam - Madurai
Dzis w nocy Asi powieki spuchly jak balony i nie moze otworzyc oczu. Patrycja,
ktora nie uzywala zadnych kropel, a jedynie zelu ze swietlika pod oczy, przeszla
chorobe gladko. Byc moze to zasluga zelu, lub odpornosc wlasna organizmu.
Wydostac sie z Thrivandrum nie jest latwo. Do Madurai kursuje codziennie jeden
pociag o 20:35, ale miejsca zarezerwowane sa do 7.09 (!). Na pociag do Madrasu
jest lista oczekujacych. Autobusy do Madurai sa rowniez zarezerwowane. Udaje nam
sie cudem wsiasc
 do takiego o 17:30, bo nie ma na niego wczesniejszych rezerwacji. Bilet
kosztuje 70 Rs. Na miejscu jestesmy o 0:20. Naganiacze prowadza nas do hotelu.
Od 26 do 31.08 w Kerala trwa festiwal Onam. Cos w rodzaju dozynek. W
restauracjach serwuja wtedy specjalnosc regionu na lisciach banana.
28.08 Madurai
Hotel, w ktorym spalismy, nazywa sie Dhanamani Hotel. Dwojka kosztuje tu
149,50 Rs, ale od rana jest taki halas, ze spac nie mozna. W wielu pokojach nie
ma prysznicy, a Hindusi strasznie dziwili sie, ze ich wymagamy.
Do Bangalore odchodzi stad okolo 10 autobusow - rano co godzine, pozniej co
dwie. Pierwszy jest o 6:30, ostatni ok. 21:00. Podroz trwa ok. 10 godzin.
Na stacji kolejowej, w Tourist Information Center wszyscy sa bardzo uprzejmi.
Mimo, ze rezerwacji dokonuje sie przed godzina 11:00, potraktowano nas jako
'emergency' i co prawda, musielismy znalezc jeszcze jakiegos trading managera w
biurze po drugiej str
onie torow, ale dostalismy miejsca w pociagu.
29.08 Bangalore
Bangalore jest mocno przereklamowanym miastem. Faktycznie, bardzo zachodnim
pod wzgledem architektury i mody (nawet dziewczyny chodza tutaj w jeansowych
spodniczkach), ale zatloczonym i zasmogowionym. Choc wiele jest hoteli, dzis
dlugo szukalismy wolnych
pokoi. Dodatkowej atrakcji dostarczal fakt, ze w Bangalore w dziwny sposob
czuja znaczenie slowa 'hotel'. Oznacza on raczej restauracje i w wielu miejscach
nazwanych 'hotel' mozna co najwyzej zjesc thali. Dopiero slowo 'lodge' w nazwie
daje nieco wiecej n
adziei.
Gdy juz znalezlismy wolny pokoj, musielismy przyjac go z dobrodziejstwem
inwentarza. Spimy wiec w osmioosobowym dormitory w szesc osob w cenie 110 Rs za
osobe.
Swiatynia Byka wyglada na wymarla, a rzeczonego ogladac mozna jedynie przez
oka w drewnianej kracie wrot. Ogrod botaniczny, zatloczony jak cale miasto,
rowniez nie jest zachwycajacym miejscem. Przyjazd tutaj byl chyba wielka
pomylka.
30.08 Madras
Madras jest zdecydowanie duzo spokojniejszym i mniej zatloczonym miastem niz
Bangalore. Atmosfera jest calkiem mila, choc po poludniu trudno znalezc wolne
pokoje w hotelach. Znow spimy za 142 Rs na leb w trzy osoby w dwojkach w
pokojach, ktore w innych mi
ejscach kosztowalyby 150 za caly pokoj.
Nic nie jemy, aby zmiescic sie w budzecie. Hotel nazywa sie Vaigai.
31.08 Madras
Wykupilismy dzisiaj wycieczke dookola Madrasu za 80 Rs + 60 Rs na wszystkie
bilety wstepu na leb. Pospiech w zwiedzaniu byl niesamowity, ale nigdy nie
objechalibysmy tych miejsc na wlasna reke. Zaplacilismy po 20 Rs drozej niz
reszta pasazerow.
Zabilem wczoraj w lazience cala rodzinke karaluchow. Dzis zabilem druga,
natykajac sie na okaz dlugosci palca wskazujacego. Powyzszego ocalilem jako
pomnik przyrody. Ewa widziala szczury na korytarzu. Hotel Vaigai z pewnoscia
polecimy znajomym.
1.09 Madras
W niedziele cale miasto jest wymarle. Pracuja tylko prywatne sklepy i biura
turystyczne. Na szczescie w hotelach mozna dokonac wymiany pieniedzy. Dzisiejszy
kurs: za gotowke - 34,90, za TC (travellers' cheques) 35,15. Bardziej wiec
oplacaja sie tu czeki.
Odwrotnie niz w Delhi.
Z Madrasu kursuja dwa pociagi bezposrednio do Patny przez Varanasi we wtorek i
w czwartek. Do Bhubaneswaru pociagi jezdza dwa razy dziennie. Ceny w sleeper -
262, w A/C (air  condition) sleeper - 1184 Rs.
2.09 Madras
Sightseeing po Madrasie wykupiony w biurze turystycznym za 40 - 50 Rs nie jest
wart swojej ceny. Choc Snake Park i Muzeum Panstwowe bylo calkiem w porzadku,
reszte oglada sie jedynie zza brudnych okien autobusu. Do tego jeszcze probowali
wyciagnac od nas
po 20 Rs za bilety wstepow do zwiedzanych miejsc. My na cale szczescie
uparlismy sie, ze bedziemy placic sami, przy obiektach. Wstepy kosztowaly nas
lacznie 8 Rs plus 5 Rs za robienie zdjec w Snake Park. Przy wycieczce Out of the
city przeplacilismy na bi
letach po 20 Rs na glowe.
W Madrasie od 15:00 do 18:00 maja przerwe w pracy wszystkie restauracje.
Z prohibicja w Tamil Nadu to juz chyba nieaktualne. Na ulicach jest wiele
sklepow z zachodnimi alkoholami. Widuje sie takz podcieych kolesi.
3.09 Bhubaneswar
Pociag "Howrah Mail" dojechal do Bhubaneswaru punktualnie po 24
godzinach. Po wschodniej stronie dworca, gdzie wydawaloby sie, ze psy szczekaja
dupami, znajdujemy taniutki hotel (dwojka za 120 + 20 Rs za extra person). Hotel
jest zaraz przy torach, jest c
alkiem w porzadku, choc restauracja w nim nie wydaje sie byc wyjatkowo czysta.
Jemy w niej, bo jestesmy zmeczeni podroza i jest nam wszystko jedno. Pijemy z
brudnych szklanek i zabawiamy sie czytaniem koslawego menu.
4.09 Bhubaneswar - Puri
W Orissie sporo kobiet chodzi bez bluzek pod sari. Niestety, sa to juz stare,
pomarszczone baby.
Pilismy dzisiaj lassi z lodem. Widocznie bardziej lubimy lassi niz boimy sie
ameby.
Kolo swiatyni Mukteswar w budach z pamiatkami mozna kupic rozne starocie:
lampki oliwne, metalowe szkatulki, bransolety, po calkiem rozsadnych cenach.
Mamy nadzieje, ze uda nam sie je przewiezc przez granice.
Hotel, w ktorym zatrzymalismy sie w Puri (Lodge Sagar Saikate) jest
zdecydowanie najczystszy z tych, ktore ogladalismy. Dwojka z lazienka jest tu za
120 Rs + 30 Rs extra person. Niestety, we wszystkich hotelach tutaj check out
time jest o 8-9 rano.
Papier toaletowy w Indiach kosztuje ponad dolara (38 Rs) za duza rolke i 10 Rs
za mala. Mala starcza jedynie na kilka razy niewymagajacemu uzytkownikowi.
5.09 Puri
W Puri udalo nam sie zarezerwowac bilety na cala dalsza trase (do New
Japalguri) z miedzyladowaniem na dwa dni w Kalkucie. Okazalo sie, ze jezeli
rezerwuje sie bilety od razu na dluzsza trase z polaczeniami, wychodzi duzo
taniej. Oszczedzilismy ok. 130 Rs
 na bilecie, niz gdybysmy bilet do New Japalguri kupowali dopiero w
Kalkucie.
Wyslanie stad faxu do Polski kosztuje ok. 120 Rs, moza roniez podac numer
zwrotny i otrzymac fax z Polski za oplatĽ 10 Rs.
Mickey Mouse Restaurant ma calkiem pokazne menu i rozsadne ceny. Obsluga
potrafi powiedziec po polsku "dobranoc", "dziekuje" i
"dzien dobry".
Slonce nad oceanem jest bardzo zdradliwe. Tu, gdzie promienie sloneczne padaja
bardziej pionowo niz w Polsce, slonce opala szybciej i nawet mleczka z filtrem
18 nie uchronia przed poparzeniem. Warto miec Fenistil gel na oparzenia i kremy
po opalaniu.
6.09 Puri
Umowilismy sie z managerem hotelu, ze wyczekujemy sie wieczorem, nie rano.
Kosztowalo nas to 30 Rs na glowe, ale mamy gdzie trzymac plecaki i wykapac sie
przed wyjazdem.
Z Puri do Konark (Swiatynia Slonca) autobusy i minibusy jezdza w te i z
powrotem co 10 minut.
7.09 Kalkuta
Kalkuta nie jest taka straszna, jak ja maluja. Co prawda, w dzdzyste dni brnie
sie po kostki w kaluzach, ale tak jest w wielu miastach. Jest tu duzo czysciej,
niz w Delhi, ludzie sa bardziej przyjazni i wiecej jest miejsc, ktore warto
odwiedzic.
Biuro Taromu znajduje sie w Vasundhara Bldg, przy 2/7 Sarat Bose Road. Obsluga
jest profesjonalna i przyjazna, udziela wszystkich dodatkowych informacji, mozna
zamowic wegetarianskie jedzenie w samolocie. Rowniez od nich dowiedzielismy sie
co nie co o wiz
ach nepalskich. Mozna je bez problemu dostac w kilka minut na granicy,
wplacajac odpowiednia sume w dolarach:
15 dni - 15 USD
30 dni single entry - 25 USD
30 dni double entry - 40 USD
60 dni multiple entry - 60 USD
Przedluzenia wizy do 120 dni mozna dokonac w Immigration Office w Pokharze,
lub w Dept of Immigration, Tridevi Marg, Thamel, Kathmandu.
Biuro Taromu otwarte jest rowniez w soboty do godziny 13:00. W niedziele
nieczynne.
8.09 Kalkuta
Nie znalezlismy dzis w Kalkucie Rajskich Ogrodow (Eden Gardens), choc
chodzilismy w kolko dobre poltorej godziny. Na mapie sa, a znalezc nie mozna.
Nie udalo nam sie rowniez zobaczyc Fortu William. Otoczony jest garnizonem
wojskowym, do ktorego wstep jest
 wzbroniony.
Jako, ze przyjechalismy do stolicy indyjskiego przemyslu filmowego, wieczorem
wybralismy sie do kina na film pt. "Yash". Niesamowita mieszanka
musicalu, komedii, melodramatu, filmu karate i soap opery, z bardzo dobrymi
zdjeciami i bardzo kiepskim wszystki
m pozostalym. Warto bylo jednak wydac po te 25 Rs, zeby to przezyc. Hindusi
klaszcza, smieja sie w glos, spiewaja piosenki wraz z bohaterami, gwizdza i
krzycza. W polowie filmu byl antrakt (!), sprzedawcy chodzili miedzy rzedami z
napojami chlodzacymi i p
opcornem, a na ekranie wyswietlano z rzutnika do przezroczy reklamy i teksty
propagandowe, m.in. jak rozpoznawac wczesne objawy raka piersi itp.
Potem pojechalismy do Hotelu Hindustan International, gdzie obejrzelismy
rewelacyjny pokaz tancow klasycznych. Impreza kosztowala 50 Rs/osobe, ale byla
warta grzechu. Widownia skladala sie z 7 osob, a zespol z 6 tancerzy i 4
muzykow.
9.09 Kalkuta
Pociag "Kanchenjunga Express" przelozyli dzis z 6:25 na 12:40.
Wystartowal o 13:00. Dojechal do New Japalguri o 4:30 (10.09) z trzy i pol
godzinnym opoznieniem. Poniewaz nie byla to jego ostatnia stacja, musielismy
prawie cala noc pozostawac w stanie czuw
ania.
W New Japalguri na stacji kolejowej za pokoiki "retiring rooms" pan
zaspiewal po 30 Rs od glowy. Poniewaz chcielismy po prostu posiedziec gdzies w
spokoju do 6:00 i ruszyc dalej, zrezygnowalismy z tej niewatpliwej przyjemnosci
i przekoczowalismy na peroni
e.
Przy wyjsciu ze stacji w New Japalguri nalezy wpisac sie do zeszytu w
Foreigners Check Point, z numerem paszportu i wizy.
10.09 Siliguri - Darjeeling
Z dworca autobusowego w Siliguri / New Japalguri z czestotliwoscia co pol
godziny kursuja do Darjeelingu osobowe jeepy. Bilet kosztuje 42 Rs.
Hotel Buddhist Lodge w Darjeelingu oferuje dwojki za 150 Rs + 10% tax. Pokoje
sa OK., w czystych lazienkach goraca woda jest 24 godziny na dobe. Cisnienie
jest jednak znikome.
Sam Darjeeling nie robi zbyt dobrego wrazenia. Centrum jest zadymione
spalinami i bardzo zatloczone, ale wystarczy zejsc kawalek w dol, by odnalezc
cisze, spokoj i zapach krzewow herbaty.
Permit do Sikkimu jest darmowy, nie potrzeba rowniez zdjec paszportowych, ale
zalatwienie go tutaj wymaga nie lada cierpliwosci. Najpierw nalezy zejsc na dol,
za dworzec autobusowy. Na drugiej uliczce w lewo jest drogowskaz "Sikkim
Permit". Ta uliczka doc
iera sie do biura DM, tam juz urzednicy wskazuja odpowiedni pokoj. W pokoju
kaza pokazac paszport, wypelnic kwestionariusz, z ktorym nalezy pojsc do
Foreigners Registration Office ( w centrum miasta), w ktorym mily pan spisze
numery okazanych paszportow d
o zeszytu, postawi swoja pieczatke na kwestionariuszu, z ktorym to trzeba z
powrotem pojsc do DM, gdzie do po raz trzeci okazanych paszportow wstepluja
pieczatke i wydadza odpowiednie zezwolenie.
Najtansze bilety do Kathmandu typu package tour (260 Rs) znalezlismy w biurze
Diamond Travels w poblizu dworca autobusowego. Oczywiscie, duzo taniej jest, gdy
zalatwia sie to wszystko samemu. Najpierw nalezy wrocic do Siliguri, stamtad
zalapac sie na jeep
a do granicy, a z granicy, juz za rupie nepalskie, wsiasc do autobusu do
Kathmandu.
W State Bank of India w Darjeelingu za wypisanie dowodu wymiany pieniedzy
(tzw. encashment receipt) pobieraja 20 Rs oplaty manipulacyjnej.
11.09 Darjeeling
Wybralismy sie w gory bez plaszczy przeciwdeszczowych. Dostalismy za swoje.
Przemoczylo nas do cna, choc ostatnie dwie godziny deszczu przesiedzielismy w
kucki w mokrej jamie.
Do miejscowosci Ghoom mozna dojechac jeepem, ktory regularnie kursuje na tej
trasie za 8 Rs, lub taksowka w te i z powrotem za 200 Rs. Po dojechaniu do
stacji kolejki w Ghoom trzeba wrocic sie kawalek w kierunku Darjeelingu i odbic
w lewo. Uliczka jest oz
naczona drogowskazem. Po 1,5 km dochodzi sie do Ghoom Monastery.
12.09 Gantok
W Hotelu Norbu Samphel na ulicy MG Marg udalo nam sie dostac pokoj za 30 Rs od
glowy. Jest to jeden z najczystszych hoteli, w ktorych spalismy do tej pory.
Ciepla woda jest dostepna w kubelku bez dodatkowych oplat. Manager naszego
hotelu zaprowadzil nas w
ieczorem do rodziny tybetanskiej, prowadzacej malutka "tawerne".
Podano nam tam kodo - tybetanskie wino z ryzu, ktore saczylismy bambusowymi
"slomkami" ze starych, drewnianych kufli (12 Rs).
13.09 Gantok
W Gantoku w biurach turystycznych mozna wynajac czteroosobowego minibusa za
400 Rs i objechac 12 miejsc wartych w okolicy zobaczenia, lacznie z Rumtek
Monastery. Nie zdazylibysmy w tak krotkim czasie objechac tych wszystkich miejsc
sami. Nalezy rowniez pa
mietac, ze Gantok jest gorskim miastem i uliczki wija sie tu pod gore i z
gory, dlatego dotarcie do wszystkich tych miejsc na piechote zajeloby sporo
czasu.
W zadnym hotelu w Indiach nie zaopiekowano sie nami tak serdecznie jak w Norbu
Samphel. Manager zalatwil nam jeepa do Siliguri o 5:30, ktory ma podjechac pod
nasz hotel, zebysmy nie musieli lazic z plecakami. Pierwsze regularne jeepy do
Siliguri odchodza
dopiero o 6:00.
14.09 Gantok - granica w Kakarvitta
Jestesmy tu juz tyle dni i jeszcze nie nauczylismy sie, ze nie istnieja tu
rozklady jazdy autobusow. Wszelkie pojazdy komunikacji publicznej, autobusy,
taksowki, jeepy, bryczki itp. ruszaja wtedy, gdy sa napchane pasazerami do
granic mozliwosci. Tak bylo
zarowno ze startem z Siliguri (1 godzina z hakiem opoznienia), jak i z granicy
do Kathmandu.
W przygranicznych knajpach po stronie nepalskiej (Kakarvitta) mozna placic w
rupiach indyjskich. Poniewaz na granicy jest tylko jeden bank, w dodatku
panstwowy, ma najnizszy kurs. Jesli wiec nie ma potrzeby, pieniadze mozna
wymienic dopiero w Kathmandu. K
urs banku panstwowego wynosi dzis 56,75 do dolara. Travellers cheques sa w tej
samej cenie.
15.09 Kathmandu
Podroz autobusem z Kakarvitty do Kathmandu trwala 18 godzin (od 17:30 do
11:30). Bylo sporo zamieszania z naszymi bagazami. Najpierw kazano nam polozyc
je na dach. Zanim zdazylismy mrugnac, kanar zezwolil nam wniesc je do srodka.
Gdy juz je wtaszczylismy,
 tubylcy zmienili zdanie i zaproponowali, zebysmy jednak wyniesli je na
dach. Wynioslem. W srodku nocy, na ktoryms kolejnym przystanku, gdy panowie
zaladowywali dach koszami z trzcina cukrowa i workami z blizej nieokreslona
zawartoscia, przyszedl gosc i c
hcial, zebym plecaki przeniosl z powrotem do srodka. Wkurzylismy sie niezle,
tym bardziej, ze w srodku nie bylo gdzie szpilki wlozyc. Tak wiec ostatecznie
nasze plecaki pozostaly na gorze przywalone brudnymi worami. W nocy lal deszcz.
Naganiacz hotelowy znalazl nas juz na przystanku 2 km przed Kathmandu.
Ustalilismy cene na 5 USD za pokoj dla trzech osob. Oczywiscie po doliczeniu
taxu cena byla mniej interesujaca. Po poludniu znalezlismy pokoj za 220 NRs za
trzy osoby. Przenosimy sie j
utro.
Przy okazji odkrylismy technike targowania ceny w hotelach. Nalezy w tym celu
chodzic po hotelach bez plecaka i pytac o cene. Na cene uslyszana od managera w
recepcji nalezy odpowiedzie , ze w hotelu w ktorym wlasnie sie mieszka (sic!),
cena jest bardziej
 interesujaca i wynosi (tu nalezy podac cene, jaka chce sie zaplacic za
hotel). W tym momencie przewaznie manager proponuje nocleg u siebie za taka sama
cene, lub cene nizsza od podanej. Zrobia wszystko, by pozyskac klienta.
16.09 Kathmandu
W hotelu Green Peace Guest House dali nam pokoj z dwoma lozkami dla trzech
osob za 220 (wlaczajac tax). Maja tu dosyc dobre ceny na uslugi pralnicze,
pomagaja bookowac bilety i jest calkiem milo.
Dzis w Kathmandu w Swiatyni Pashupatinath odbywa sie kolorowy festiwal,
podczas ktorego kobiety prosza Siwe o zdrowie dla swych mezow.
Na Freak Street przy Durbar Square ciuchy sa faktycznie dwa razy tansze niz na
Thamelu.
Ewa dostala dzis goraczki 39 stopni, co w polaczeniu z trwajaca od trzech dni
biegunka bardzo ja przerazilo. Poszla do dobrej kliniki, gdzie zaopiekowano sie
nia troskliwie, przeprowadzono wszystkie analizy na miejscu i wykryto dezynterie
(czerwonke). Na
szczescie nie amebiczna, a bakteryjna. Wszystko jedno, mycie zebow w wodzie z
kranu z pewnoscia  jej w tym pomoglo. Dostala leki, po ktorych od razu
poczula sie lepiej. Musi pozostac przy diecie beztluszczowej.
Zestaw lekow:
Rhinex (decongestant tablets) made in Nepal: Paracetamol, Phenylephrine
Hydrochloride
Flagyl (metronidazole) made in India
Festal (digestive enzymes) made in Nepal:     Pancreatin 0,192 mg
                     
                     
  Hemicellulose 50 mg
                     
                     
  Extract Fellis Bovis 25 mg
Ciprodac 500, made in India:              
   Ciprofloxacin Hydrochloride 500 mg
17.09 Kathmandu
Autobusy do Budhanilkantha (Spiacy Wisznu) odchodza ze skrzyzowania Lekhnath
Marg i Kantipath. Autobus oznaczony jest numerem 5 i kosztuje 4 NRs. Wysiada sie
na ostatnim przystanku. Taksowka w/g taksometru powinna kosztowac nie wiecej niz
50 Rs, ale jest
pewne, ze taksowkarz zarzada kilku stow.
Polacy, ktorych dzis spotkalismy, opowiadali nam o swojej zlej przygodzie po
przylocie do Delhi. Nie wiem jak to sie stalo, ale nie mogli znalezc autobusu z
lotniska do miasta. Taksowkarz zaproponowal im, ze zawiezie ich do centrum za 20
Rs. Wsiedli do sa
mochodu, a po przejechaniu 5 kilometrow kierowca poinformowal ich, ze on nie
jest instytucja charytatywna, ze 20 Rs to jest od osoby na kilometr, i ze juz
teraz nabilo im 200 Rs. Wysiedli, ale zaplacili mu ile chcial i zostali w
szczerym polu, kilkanascie
 kilometrow od granic miasta. Na szczescie znalezli inna taksowke, ktora
"uczciwie" za 150 Rs dowiozla ich do Delhi. Taksowkarz polecil im
hotel prowadzony przez jego rodzine za 8 USD od glowy mowiac, ze sa to normalne
ceny tutaj. Uwierzyli.
18.09 Kathmandu
Do Patanu mozna dojsc na piechote lub dojechac z ulicy Kantipath autobusem nr
26 za 3 NRs. W Patanie mozna kupic wiele rzeczy, ale raczej nic z ciuchow i
"miekkich" pamiatek. Jedynie metalowe figurki, maski i artefakty.
Piekne, ale drogie. Sklepy opisywan
e przez Lonely Planet sa drozsze, niz podobne w Kathmandu.
W stolicy preznie rozwija sie czarny rynek dolarowy. W sklepach z dywanami
mozna wymienic walute po 60 NRs za duze banknoty (100 USD) i po 59 za male (np.
10, 20 USD). Wobec kursu panstwowego 56,75 jest to dosyc korzystne (325 NRs
wiecej na 100 USD). Tran
sakcje przeprowadzane sa z reguly uczciwie.
19.09 Pokhara
Autobusy do Pokhary odchodza o roznej porze. Jednak najwygodniejsze sa te
poranne (np. o 7:00). Warto zarezerwowac miejsca po prawej stronie przy oknie ze
wzgledu na piekne pejzaze za oknem.
Zaraz po wladowaniu sie do autobusu przyszedl do nas jakis starszy gosc i
kazal nam zaplacic za bagaz na dachu po 20 NRs. Kazalismy mu isc do diabla
tlumaczac, ze bagaz wliczony jest w cene biletu, ze tak nam powiedzieli w biurze
podrozy, gdzie kupowalism
y bilety. Bylo to wierutne klamstwo, poniewaz nawet nie widzielismy na oczy
tego biura podrozy (bilety zalatwilismy przez managera hotelu), ale gosc sie
odczepil i wiecej juz nie przyszedl. Mamy podejrzenia, ze byl to jeden z
kolejnych oszustow grasujacyc
h na turystach, ktory chcial wyciagnac od nas pieniadze za friko. Nie
zauwazylismy, by pojawil sie pozniej w autobusie i nagabywal kogokolwiek innego.

Naganiacz do hotelu w Pokharze dopadl nas juz w Kathmandu, jednak gielda,
ktora odbywala sie na dworcu autobusowym w Pokharze byla bardziej efektowna niz
ta z Wall Street. Chocby po to warto tu przyjechac, by na wlasne oczy zobaczyc
co sie tu dzieje. Zatr
zymalismy sie w Welcome Guest House za 67 NRs/os. Wieczorem znalezlismy lepszy
standard w tej samej cenie. Zasada chyba jest, ze nie nalezy sie na hotel
decydowac zbyt wczesnie. Walka o klienta jest tak zazarta, ze ceny spadaja w
ciagu kilku minut na leb.
 Najlepiej dojechac na miejsce, zrzucic plecaki w knajpie i samemu
polazic po hotelikach. Plusem naszego hotelu jest calkiem niezla kuchnia, choc
minusow ma nieco wiecej: grzyb na scianie, pajaki i daleko od turystycznego
centrum.
Zarowno w Kathmandu, jak i w Pokharze, mozna zakupic, wypozyczyc i sprzedac
caly potrzebny sprzet turystyczny i trekkingowy. Ceny sa 2 lub nawet 3 razy
nizsze niz w Polsce, a sprzet jest nowy.
20.09 Pokhara
Wybralismy sie dzis na rowerach nad jeziora Bengas. Wypozyczenie roweru na
caly dzien kosztuje 30 NRs. Sama trasa jest dosyc ciezka, jesli nie jest sie
wytrawnym cyklista. Choc kat nachylenia drogi nie jest duzy, to w drodze
powrotnej trzeba sie niezle na
pedalowac. Do tego spalilo nas slonce. Wydalismy po drodze na napoje chlodzace
tyle, co zwykle na zarcie w knajpie. Gdybysmy pojechali autobusem byloby
szybciej, taniej i wygodniej. Jednak te 30 km w obie strony bylo przyjemna
odmiana po tych wszystkich p
ociagach i autobusach. Wypozyczenie lodki na jeziorze Bengas kosztuje 150 NRs.
Jezeli wsiada wiecej osob, cena rozklada sie na wszystkich. W przybrzeznych
chaszczach sa pijawki, trzeba wiec zalozyc wysokie buty, jesli chce sie polazic.
W przypadku ugryzie
nia pijawke trzeba posypac sola lub przypalic papierochem. Mozna rowniez
oderwac na sile, co nie jest proste ze wzgledu na wyjatkowa oslizlosc stwora,
ale wtedy latwo zainfekowac ranke. Krew leci jeszcze przez dobre kilka minut.
Pierwsza pomoc (spirytus i
 plaster) mozna uzyskac w kazdym punkcie aptekarskim, nawet w najbardziej
zabitej wiosce, za ok. 10 NRs.
21.09 Pokhara
Najtansze bilety do Chitwan znalezlismy w Standard Travel na przeciwko Pyramid
Restaurant. Kosztowaly 120 NRs, wobec 150 lub 180 w innych biurach.
Wejscie na gore Sarangkot (znany punkt widokowy) od strony Lakeside jest dosyc
trudne i latwo sie zgubic. W pewnym momencie ubita droga rozdziela sie na trzy.
Jedna w prawo, nieco pod gorke, druga w lewo przez pola i waska trzecia -
prosto, rowniez miedzy
 polami. Nalezy isc ta prosto. Przejsc miedzy chalupami i dalej pod
gorke, jak wiedzie sciezka. Na rozstaju pojsc kawalek w dol, w lewo. Na prawo
pod gore sa schody i jakas chalupa. Natomiast w dol droga wiedzie do strumienia
(mija sie chaty po lewej stro
nie). Jednak nim sie dojdzie do strumienia trzeba odbic w prawo pod gore.
Strome podejscie doprowadzi do dwoch chatek. Kawalek za nimi jest polanka z
rozstajem. Trzeba wybrac droge w prawo, ktora najpierw obiega pagorek, a
nastepnie wspina sie nan. Dalej
zasada jest prosta. Wybiera sie droge, ktora wspina sie pod gore. Po ok. 1
godz. dochodzi sie do polany, na ktorej waska drozka zamienia sie w kamienna
droge. Stad juz prosto pod gore, az na sam szczyt. Cala trasa ok. 2-3 godzin.
Juz na dole mozna wynajac
 dzieciaka - przewodnika, ktory doprowadzi do szczytu (kazde napotkane
dziecko zaoferuje swoje uslugi - stawka jest umowna). Podejscie z drugiej strony
jest lagodniejsze. Trzy czwarte drogi pokonuje sie asfaltem. Mozna ten dystans
podjechac taksowka. Na s
zczycie jest mozliwosc zatrzymania sie na noc, jesli ktos pragnie podziwiac
Himalaje o wschodzie slonca. Nocleg kosztuje ok. 30 NRs za dwojke.
22.09 Pokhara
Wybralismy sie dzisiaj rano (o 5:30) na szczyt widokowy Kahun Dunda. Taksowka
podwiozla nas za 150 NRs do podnoza, skad wspielismy sie na szczyt w godzinke z
hakiem. Widzielismy stamtad wszystkie wielkie gory w okolicy o wschodzie slonca:
Annapurny, Machh
apuchhare i Dhaulagiri. O 8:30 juz bylo po przedstawieniu - sniezne szczyty
skryly sie za chmurami.
Wynajelismy w Pokharze lodke po jeziorze Fewa Lake. W roznych miejscach sa
rozne ceny. W naszej "przystani" doplyniecie do wysepki na jeziorze i
z powrotem kosztowalo 15 NRs od glowy, 100 NRs za godzine plywania samemu za
lodke, 150 to samo z wioslarzem i
 250 za czarter calodzienny. Znajomi w innym miejscu zaplacili 200 za 4
godziny bez wioslarza. W jeziorze mozna sie kapac (to znaczy nie ma formalnego
zakazu).
23.09 Pokhara - Sauraha
Z agencja Standard Travel, u ktorej kupilismy bilety do Sauraha (Chitwan
National Park) bylo nieco problemow. Ewa miala nosa i poszla upewnic sie, czy
przyjada po nas pod hotel. Okazalo sie, ze w ogole nie ma nas na liscie
pasazerow. Zrobila dzika drake,
nawyzywala ich od "fucking agency". Panowie dlugo przygladali sie
biletom, ktore sami dwa dni temu wypisali. Koniec koncem, autobus stanal dzis
rano pod naszym hotelem i zaladowalismy sie jako pierwsi pasazerowie.
W Tadi Bazaar (stacja koncowa nieopodal wioski) jak zwykle odbyla sie gielda
przy autobusie. Wybralismy Sauraha Jungle Lodge, bo proponowali nam trojki z
lazienka za 60 NRs. Na miejscu okazalo sie oczywiscie, ze nie trojki, nie z
lazienka i nie za 60 NRs.
 Maja tu dwuosobowe lepianki z gliny za 60 NRs, bez lazienki (lazienki sa
wspolne w "budynku" obok) oraz bungalowy w lepszym standardzie z
lazienkami za 150 za dwojke. Poniewaz wcisneli nam kit, stargowalismy sie na 90
NRs w bungalowie za 3 osoby. Nie zal
ujemy. Jest to jedyna rozsadna cena w wiosce. Manager hotelu oprowadzil nas za
darmo po okolicy, widzielismy, jak karmi sie slonie, odwiedzilismy wioske ludu
Tharu. Dowiedzielismy sie wielu ciekawych rzeczy o zyciu tu. Nasz przewodnik nie
ukrywal niczego.
24.09 Sauraha
Wybralismy sie dzis na safari na sloniach. Cena sloni rzadowych jest 650 NRs
za osobe i safari odbywa sie na terenie parku, co oznacza, ze dodatkowo nalezy
wykupic tzw. permit na wejscie do parku, ktory kosztuje rowniez 650 NRs. Daje to
lacznie 1300 NRs.
Permit wazny jest 2 dni, wiec warto go wykupic, gdy planuje sie wziecie
udzialu w jeszcze innych atrakcjach np. splywie kajakiem, spacerze po dzungli,
podgladaniu ptakow itp. Jesli chce sie wylacznie pojezdzic na sloniu, mozna to
rownie dobrze zrobic poza
 terenem parku. Nie trzeba wtedy wykupowac permitu, a prywatni
przewoznicy gwarantuja, ze podczas safari mozna bedzie zobaczyc dzikie
nosorozce. Cena przejazdu rowniez ksztaltuje sie w okolicach 600 NRs, ale przed
wykupieniem biletu nalezy pochodzic po ag
encjach i zorientowa  sie, gdzie jest taniej. Safari w parku trwa ok. 2 -
2,5 godziny mimo, ze w hotelach i agencjach przekonuja, ze tylko godzine i
przewoznicy rzadowi patrza wylacznie na zegarek i nie obchodzi ich, czy klient
jest zadowolony (czyt. czy
widzial nosorozce), czy nie. U tych prywatnych ma byc inaczej - jezeli klient
jest niezadowolony, oferuje mu sie jeszcze jeden, darmowy wyjazd. Nie
zweryfikowane.
Zdecydowanie nie mozna wierzyc w 100% nikomu, kto chce na nas zarobic, nawet
jesli sie zaklina, ze zalezy mu tylko na dobru klienta. Zawsze nalezy sprawdzac
ceny konkurencji.
25.09 Sauraha
Coraz mniej podoba mi sie w Sauraha Jungle Lodge. Dwa dni temu chcieli 450 NRs
za splyw lodka i jungle walk. Kiedy udalo nam sie zalatwic sobie to samo za 380
NRs w innym biurze stwierdzili, ze oni rowniez moga nam zorganizowac wszystko w
tej samej cenie,
 ze ich cena byla wyzsza, bo chcieli nam dac dwoch przewodnikow, poniewaz
w dzungli jest niebezpiecznie. Dzis rano starali nam sie wmowic, ze ich cena od
samego poczatku byla 350 i smiali sie z nas, ze przeplacamy. Mowili rowniez,
zebysmy nigdzie nie jech
ali, bo zanosi sie na deszcz i nie zobaczymy zadnych zwierzat, zebysmy
odwolali wycieczke i pojechali z nimi wieczorem itp. Podejrzewamy, ze za slonie
rowniez u nich przeplacilismy. Za zalatwienie biletow do Birganj wzieli 130 NRs
tlumaczac, ze nadwyzka t
o koszt rezerwacji biletu. Jesli doda sie do tego problemy z pierwszego dnia,
gdy proponowali nam dwojki z lazienka za 60 NRs, managerowie hotelu nie
pozostawiaja wrazenia uczciwych ludzi. Hotel nie moze byc rekomendowany.
By pochodzic po dzungli nie trzeba wynajmowac az dwoch przewodnikow, a kazdy
kto mowi inaczej chce po prostu zarobic na turystach. Najlepszym terminem do
odwiedzin w parku jest luty - marzec, gdy wiesniacy wycinaja trawy i wszystko
widac jak na dloni. Ter
az las jest mocno zarosniety i choc malpy skacza po drzewach, to nosorozce
jedynie slychac, kiedy buszuja w dwumetrowej trawie. Wchodzenie do parku (i co
za tym idzie placenie permitu za wstep) jest wiec zupelnie bezsensowne. Chyba,
ze stac kogos na rozrz
utnosc.
Do Elephant Breeding Center wejscie jest za darmo, 20 NRs kosztuje jedynie
przeplyniecie lodka przez rzeke do osrodka. Nie trzeba rowniez miec wykupionego
permitu.
Na terenie parku zyje tylko jeden dziki slon. Uciekl kiedys treserom i zyje
teraz samotnie w dzungli. Podchodzi nieraz do Breeding Center i bije inne slonie
- samcow, a zaleca sie do slonic.
26.09 Sauraha - Patna
Oczywiscie, jak mozna bylo przypuszczac, nasi managerzy wsadzili nas do
pierwszego lepszego autobusu, ktory mogl kosztowac najwyzej 50 NRs (zaplacilismy
130 za rzekoma rezerwacje). Siedzielismy stloczeni na twardych siedzeniach razem
z kozami. Bron nas Bo
ze, bysmy jeszcze kiedys mieli nocowac w podobnym hotelu.
Przejscie graniczne miedzy Birganj i Raxaul ciagnie sie z 5 km. Jedyna
mozliwosc, by przejechac te odleglosc ryksza. Po dwoch kilometrach od przystanku
autobusowego w Birganj natykamy sie na nepalska odprawe celna. Wierza nam na
slowo, ze nie mamy nic do
oclenia. Po nastepnych 700 m jest odprawa paszportowa, pozniej 500 m mostu i
indyjska odprawa celna, gdzie ani w zab nie rozumieja po angielsku, po 300 m
odprawa paszportowa, gdzie ani w zab nie umieja czytac i pisac, a inteligencja z
ledwoscia doganiaja
Forresta Gumpa. Stad jest 2 km do dworca autobusowego w Raxaul, gdzie czeka na
nas autobus do Patny. Ma odjechac, gdy bedzie pelen, lecz zanim zbierze sie
komplet, juz przesadzaja nas z bagazami do mniejszego. Nie kaprysimy, bo wiekszy
komfort. Cieszymy s
ie nim jednak tylko polowe trasy, bo po drodze wysiada wiekszosc pasazerow i
naszemu nie oplaca sie dalej jechac. Przepchnieto nas jeszcze raz do innego
autobusu z kompletem pasazerow i w scisku o 1:00 w nocy dojechalismy do Patny.
Jak mozna sie bylo spodziewac, o tej porze nie bylo juz miejsc w tanszych
hotelach, nie mowiac o tym, ze wiekszosc hoteli byla na noc zamknieta.
Zanocowalismy wiec w Hotel Republic za 300 w dwojce +7% tax, w warunkach nieco
gorszych od przyzwoitych.
27.09 Patna - Gaya
Oczywiscie pieprzeni Hindusi wepchneli nas do niewlasciwego autobusu,
zapewniajac jednoczesnie, ze nie tylko do Gayi, ale do samej Bodhgayi nim
dojedziemy. Konduktor wypytal nas dokladnie dokad jedziemy, sprzedal bilety za
35 Rs, a my szczesliwi, ze za 3
godziny bedziemy na miejscu, usadowilismy sie wygodnie w fotelach. Po trzech
godzinach autobus dojechal do Ramchandrapur i okazalo sie, ze tu konczy bieg.
Konduktor, ktory sprzedawal nam bilety, wysiadl gdzies na trasie, wiec nie bylo
kogo powiesic za jaj
a. A my sterczelismy gdzies, zupelnie nie po drodze. Na szczescie za kilka
minut odjezdzal autobus do Gayi. Przeladowalismy sie don z bagazami,
zaplacilismy kolejne 20 Rs i po pieciu i pol godzinie (zamiast trzech)
dojechalismy do Gayi.
Zatrzymalismy sie w hotelu Saluja, nieopodal dworca kolejowego. Dwojka
kosztuje tu 210 Rs + 30 Rs za dodatkowa osobe. W okolicy sa hotele za 110 Rs za
dwojke. Rzadko kto w tym regionie mowi po angielsku.
28.09 Gaya
Wyczarterowalismy dzis ryksze do Bodhgayi. W jedna strone zaplacilismy 120, a
w druga juz tylko 90 Rs. Oczywiscie, mozna dostac sie tam taniej. Ryksze chodza
tu jak autobusy. Za kilkanascie rupii mozna zalapac sie jako dwunasty pasazer w
czteroosobowej ry
kszy. My mielismy jednak dzisiaj gest i pojechalismy jak paniska. Moglismy sie
w srodku bawic w chowanego.
Jesli ktos twierdzi, ze Bodhgaya jest spokojnym i cichym miasteczkiem, to
chyba nigdy tam nie byl. Roi sie tam od turystow z  calych Indii i
zebrakow, a ulice zastawione sa kramami z pamiatkami watpliwego sortu. Jednak
nie przyjechac tu, to jak nie byc w
ogole w Indiach. To wlasnie tu znajduje sie najswietsze drzewo Azji i
25-metrowy, oszolamiajacy posag Buddy.
W Bank of India w Bodhgayi (nie mylic ze State Bank of India) wymienilismy
dzis czeki podrozne po 35,30! Okazuje sie, ze State Bank of India, tak jak u nas
NBP, jako panstwowy bank ogolnokrajowy, ma najmniej korzystny kurs. Kursy w
mniejszych bankach sa d
uzo korzystniejsze. W jednym z luksusowych hoteli w Gayi proponowali nam
smieszne 34,40 Rs do dolara.
29.09 Gaya - Varanasi
Z Gayi do Varanasi wyjechalismy o 6:02 rano. Bilet kosztowal 76 Rs. Po szesciu
godzinach bylismy na miejscu.
W Varanasi sa dwa hotele o cholernie podobnych nazwach: Vishnu Rest House,
opisywany w Lonely Planet, i Old Vishnu Guest House, hotel nowy, czysty i tani.
Placimy w nim 150 za dwojke + 50 za dodatkowa osobe. Ceny w okolicy sa podobne.
Manager hotelu nie omieszkal zaproponowac nam taniego sklepu z jedwabiem,
prowadzonego przez "jego ojca".
30.09 Varanasi
Uzupelniajac informacje o hotelach tutaj: w okolicy jest kilka hoteli, ktore
maja w nazwie Vishnu. Jest znany z LP Vishnu Rest House, ktorego wschodnia
sciana stoi nad samym brzegiem Gangesu tak, ze z balkonu mozna skakac na glowke,
jest Old Vishnu Guest
House, w ktorym my sie zatrzymalismy, jest Real Vishnu Guest House i jeszcze
pewnie ze dwa inne, przy czym slowa typu "old" i "real" itp.
napisane sa malymi literkami w malo widocznych miejscach. Trzeba sie wiec dobrze
przypatrzec nazwie, jesli szuka sie
konkretnego hotelu.
Dzis rano odkrylismy hotel Yogi Lodge, po polnocnej stronie Dasaswamedh Ghat,
nieopodal Golden Temple. Hotelik zapakowany jest bialymi, obsluga przyjazna i
kompetentna, ceny niskie, choc do standardu mozna sie przyczepic. Jest za to
goraca woda w publiczn
ych lazienkach, swietna knajpa i uslugi pralnicze. Jest to rowniez jedyny
hotel w Indiach, w ktorym nocowalismy, w ktorym wyraznie i szczerze okreslone
jest jaka prowizje od lebka pobieraja zalatwiajac np. bilety kolejowe. To robi
wrazenie w tym kraju.
Udalo nam sie wynajac ryksze za 100 Rs na cztery osoby i objechac wszystkie
wazniejsze zabytki w Varanasi.
Nad Ganges warto przejsc sie o roznych porach dnia. O swicie (5:30), gdy
pojawiaja sie pierwsi kapiacy, okolo 9:00-11:00, gdy robi sie kolorowo od
wielobarwnych sari i wieczorem, gdy nad miejscami kremacyjnymi unosi sie luna
ognia.
Na stacji kolejowej w Varanasi w biurze rezerwacji dla turystow jest bardzo
nieprzyjemna obsluga. Jeden facet tu czuje sie jak Stworca Wszechrzeczy i lubi
wykorzystywac wladze. Wrzeszczy na turystow, nabija sie z nich, poucza cynicznie
lub wyrzuca z biura
, jesli mu sie nie podobaja. Z drugiej strony, jest skuteczny i wiele mozna u
niego zalatwic, jezeli zagra sie zagubionego i potrzebujacego pomocy szaraczka.
Przy okazji porownanie cen roznych klas pociagow z Varanasi:
                     
        I ACC  II AC   III AC    First
Class   II Sleeper
Delhi                    
             789        
                   181
Haridwar                    
                     
       689         204
Dedradun                    
                     
       690         213
Lucknow                    
    743    478     265      
 338         110
Jaipur                    
            957          
                 228
Madras                    
           1622          
    1354         336
Gaya                    
              392        
       269          89
Patna                    
             392        
       269          89
Howrah                    
            811          
                 183
Bombay                    
           1356          
     738         291
Hyderabad                  
                     
       1112         297
N.Japalguri                  
         869            
   472         198
Gorakhpur                  
           389          
                  91
(I ACC - First Class Air Chair Conditon, II AC - Second Class Air Condition,
III AC - Third Class Air Condition)
Jezeli ceny ulegna zmianie, to proporcje zostana mniej wiecej podobne.
Dla zadnych wrazen: w Varanasi mozna odwiedzic astrologa - wroza, ktory z
gwiazd lub z reki potrafi przepowiedziec przyszlosc i duzo powiedziec o
terazniejszosci. Jednym z bardziej znanych jest Nila Baba, wysoko wyedukowany
guru, ktory potrafi zaskoczyc w
iedza o Polsce, a to, co potrafi wyczytac z reki i jest weryfikowalne,
sprawdza sie prawie we wszystkim. Nila Babe zna wiekszosc miejscowych w okolicy
Dasaswamedh Ghat. Przyjemnosc kosztuje 200 Rs i pozostaje przyjemnoscia, jezeli
traktuje sie seans jako
rodzaj miejscowego folkloru i pewnego rodzaju nowe doswiadczenie.
Znalezlismy kilka pchel w naszych pokojach w Yogi Lodge. Jest to jednak chyba
zwierze charakterystyczne dla calego Varanasi i okolic.
1.10 Varanasi
Udalo nam sie wyczarterowac ryksze do Sarnath za 100 Rs w cztery osoby. Cena
wydaje sie byc niewygorowana, bo w kilku miejscach ryksiarze mowili to samo i
nie chcieli zejsc nizej. Jesli przyjac, ze do Sarnath jest prawie 20 km z
centrum Varanasi, a litr b
enzyny kosztuje 22,41 Rs, zarobek ryksiarza za podroz w te i z powrotem oraz
czekanie na nas 2 godziny na miejscu jest raczej skromny. Muzeum archeologiczne
w Sarnath jest bardzo ciekawe, choc ubogie w eksponaty. Jest jednoczesnie
najczystszym muzeum w In
diach, jakie widzielismy. Do reszty nalezy chodzic z wlasnym plynem do mycia
szyb.
Ceny pokoi w Yogi Lodge:
Dormitory         25
Single    50
Mala dwojka       60
Duza dwojka       80
Trojka  105
Czworka 140
Piatka  160    
2.10 Varanasi - Amritsar
Pociag do Amritsaru spoznil sie trzy godziny i zamiast odjechac o 18:35
odjechal o 21 z groszem. I cale dla nas szczescie, bo choc wyszlismy z hotelu
odpowiednio wczesniej, utknelismy ryksza w gigantycznym korku, ktory wydaje sie
byc rzecza codzienna wiec
zorem w Varanasi. Na pociag o 18:35 z pewnoscia bysmy nie zdazyli. A tak
mielismy jeszcze nieco czasu, by schlodzic wywieszone jezyki porcja pepsi.
Nieuchronna konsekwencja wydarzen bylo to, ze pociag przybyl do Amritsaru o
0:12. Nauczeni doswiadczeniem w szukaniu hotelu noca i majac swiadomosc, ze
bramy Golden Temple otwieraja o 4:00 rano, wpakowalismy sie do poczekalni dla
pierwszej klasy, wpisujac
 do zeszytu gosci zmyslony numer biletu. Na szczescie nikt tego nie
sprawdzal.
Tzw. retiring rooms na dworcu w Amritsarze sa w cenie 160 Rs za dwojke. Zbyt
wiele luksusu jak na kilka godzin spania.
3.10 Amritsar
O szostej rano zwleklismy sie z podlogi w poczekalni dworcowej i
porykszowalismy do Golden Temple. Gdy jeszcze w Varanasi decydowalismy sie na
desperacki odruch agonii i robiac samym sobie na zlosc wsiedlismy w pociag do
Amritsaru, zamiast strudzeni dwumi
esiecznym jezdzeniem powrocic pokornie do Delhi, nie przypuszczalismy nawet,
ze Golden Temple bedzie miejscem, dla ktorego warto bylo sie meczyc cale dwa
miesiace.
Amritsar jest najtanszym miejscem w Indiach. Nocleg w budynkach naprzeciw
bocznego wejscia do swiatyni jest darmowy. Darmowy, choc malo urozmaicony jest
rowniez posilek. Od pielgrzymow, co prawda, oczekuje sie datku na swiatynie, ale
wysokosc sumy jest zu
pelnie dowolna i nikt nie patrzy na rece, gdy wrzuca sie pieniazki do pudelka.
Na scianie dormitorium napisano jednak, ze goscie proszeni sa o niepozostawanie
dluzej niz 3 dni i 3 noce.
Ryksza motorowa na stacje kolejowa kosztuje 25 Rs, rowerowa 10 Rs. Pociag do
Delhi odjezdza o 21:30. Bilet na sleeper kosztuje 167 Rs.
4.10 Delhi
Pociag przyjechal do Delhi nadzwyczaj punktualnie (7:40).
Najtanszymi hotelami na Main Bazaar zdaja sie byc Hotel Bright (90 Rs za
dwojke) i Welcome Guest House. Inne hotele ustalily cene w granicach 150 - 200
Rs za dwojke. Standard jest rowniez podobny.
5.10 Delhi
Hindusi przegieli dzisiaj pale.
Zaczelo sie calkiem niewinnie. Wykupilismy w agencji Aa Bee Travels w Hare
Rama Guest House na Main Bazaar wycieczke do Agry (180 Rs), bo to tanio i
pozytecznie spedzimy przedostatni dzien. Pan zainkasowal pieniadze i
zapowiedzial, ze przyjdzie po nas do
hotelu o 6:00 rano. Stawilismy sie na recepcji o wyznaczonej porze, a o 7:30
zaniepokojeni nieobecnoscia pana zaczelismy podazac w kierunku agencji.
Spotkalismy go po drodze. No coz, spoznil sie autobus, wiec on jest bez winy.
Droge do Agry (199 km) pokonalismy w rekordowym tempie 6 godzin. Juz w Agrze,
na jednym ze skrzyzowan wsiadl jakis gosc z wygolonymi bliznami na glowie, jak
po trepanacji czaszki i zaproponowal nam, ze poniewaz autobus ma kilka godzin
opoznienia i wroci d
o Delhi ok. 24:00, to jego biuro zalatwi nam sightseeing w rykszy motorowej i
bilety na pociag powrotny, a wszystko oczywiscie za darmo. Wypelzlismy z
autobusu, gosc wsadzil nas do ryksz i polecil ryksiarzom zawiezc nas do agencji
w celu zarezerwowania bi
letow na pociag. Sam zostal na skrzyzowaniu.
Gdy podjechalismy pod agencje Global Travels okazalo sie, ze nie ma juz miejsc
na pociag do Delhi, i ze musimy dogonic swoj autobus.
Grupe, zlozona wylacznie z Hindusow, zlapalismy pod Czerwonym Fortem. Tam
poklocilismy sie z przewodnikiem, ktory kazal nam placic za wstep do zabytku -
powiedzielismy mu, ze za wstepy zaplacilismy juz w Delhi w Aa Bee Travels.
Niewiele zdzialalismy.
Po zwiedzeniu Taj Mahalu miala byc przerwa na lunch. Jakos wyleciala wszystkim
z glowy.
W drodze powrotnej do Delhi zatrzymalismy sie w Mathurze, miejscu narodzin
Kryszny. Do swiatyni nie mozna wnosic toreb, aparatow, dlugopisow, kalkulatorow
i zadnych urzadzen elektronicznych. Swiatynia otoczona jest wojskiem, a przy
wejsciu przechodzi sie
kontrole osobista. Podziekowalismy za goscine.
A gdy myslelismy, ze mamy juz wszystko za soba, zatrzymalismy sie jeszcze w
miescie, ktorego nazwy nie pomne, a ktore nasz przewodnik nazwal "Krishna's
playground", slynacego z 5500 przepieknych, marmurowych swiatyn. Buty
musielismy zostawic juz w autobus
ie. Przewodnik przegonil boso trzodke po zasranych przez krowy ciemnych
uliczkach (bylo juz dobrze po zmroku) i podprowadzil do jakiejs kamieniczki, w
ktorej to w ciasnym pomieszczeniu pokazano nam trzy plastikowe kukly przyodziane
w bogate szaty, wysluch
alismy 15-stominutowego kazania w Hindi, jak powinnismy naszym zyciem
nasladowac Kryszne (domyslelismy sie sensu po gestykulacji), po czym za
odpowiednia cene zaproponowano nam wyrycie naszych nazwisk na marmurowych
plytkach i wyklejenie nimi scian. Mieli
smy nie byc pierwszymi - caly pokoik wylozony byl plytkami z hinduskimi
nazwiskami, niczym glazura. Zadnej z 5500 swiatyn nie zobaczylismy. W drodze
powrotnej do Delhi, kilkanascie kilometrow przed celem, zatrzymalismy sie na
ponad godzinny postoj w przyd
roznej restauracji. W hotelu bylismy o 24:00.
6.10 Delhi
Autobusy na lotnisko odchodza sprzed dworca kolejowego New Delhi, co 20 minut.
Jest dobrze oznakowany i jezdzi przez cala dobe. Trzeba jednak pamietac, ze
pierwszy aerodrom, na ktory zawija, jest lotniskiem lokalnym, na trasy
miedzymiastowe. Lotnisko mied
zynarodowe im. Indiry Gandhi jest jego ostatnim przystankiem. O maly wlos nie
wysiedlismy za wczesnie.
Na lotnisku nalezy uiscic oplate serwisowa w wysokosci 300 Rs. Pasazerowie
linii Tarom dokonuja tego w oddziale banku na prawo od wejscia. Na teren
terminalu maja wstep tylko posiadacze waznych biletow lotniczych. Odprowadzajacy
musza pozostac przed drzwi
ami.
EPILOG
Po powrocie do domu zaskoczyla nas pogoda. Wyskoczylismy na lotnisko w
Warszawie w krotkim rekawku. Temperatura powietrza wynosila 13 stopni. Od razu
nas przewialo. Przez kilka dni pociagalismy nosami. Potem, gdy dostalismy
wysokiej goraczki i powiekszyly
 nam sie wezly chlonne, poszlismy do internisty. Stwierdzil, ze to jakis
wirus z Indii, przepisal antybiotyki (jedne w pastylkach, inne w zastrzykach),
jakies tabletki wzmacniajace, za ktore w aptece zaplacilismy ok. 100 PLN za dwie
osoby. Gdy po dwoch dn
iach brania nic nie pomagalo, zglosilismy sie do przychodni chorob
tropikalnych w Wolskim Szpitalu Zakaznym w Warszawie. Tam polozono nas na
oddzial. Rozpoznanie - denga. Wirusowa choroba przenoszona przez komary. Wlasnie
w Delhi panowala epidemia. Zadne
antybiotyki na to nie dzialaja (wydalismy niepotrzebnie kase i dalismy sie
pokluc po tylkach). Trzeba przelezec. Inne objawy: po pieciu dniach wystapilo
dokuczliwe swedzenie-swiezbienie dloni i stop. Spadly drastycznie biale cialka
krwi (do 2500). Wystapi
lo rowniez powiekszenie watroby. Goraczka spadla po pieciu dniach, swedzenie
ustapilo w dniu osmym (trwalo trzy dni), zmiany watrobowe zaczely ustepowa
 po dwoch tygodniach od pojawienia sie pierwszej goraczki.
PRZYGOTOWANIA
Nie bez kozery o przygotowaniach do wyprawy piszemy na koncu. Dopiero z
perspektywy czasu bowiem dokladnie widac, jakich przygotowan wyprawa wymagala.
WIZY
Bezplatna wize do Indii zalatwia sie w kilka dni w ambasadzie (ul. Rejtana 15,
Warszawa). Wize do Nepalu najprosciej uzyskuje sie na kazdym przejsciu
granicznym z Indii. Koszt od 15 do 60 USD (pisze o nich dokladnie powyzej). Czas
oczekiwania na wize - 3
min. Warto miec odliczona kwote drobnymi, poniewaz sa klopoty z wydawaniem
reszty. Platne wylacznie w twardej walucie.
ZDROWIE
Zalecane szczepienia nalezy zaczac wykonywac na kilka miesiecy przed
planowanym wyjazdem. Szczepienia sa malo skuteczne (malaria i cholera), wiec
coraz rzadziej turysci sie na nie decyduja. Jedynie szczepionka na tyfus moze
sie przydac. My jednak zrezygno
walismy ze szczepien w ogole. Postanowilismy uwazac na to, co jemy. Przed
malaria chronily nas tabletki Arechin (polskie, w cenie ok. 3 PLN, przyjmuje sie
dwa razy w tygodniu jedna). Owoce po dokladnym umyciu najlepiej obierac ze
skorki.
TRANSPORT TAM
Ze wzgledow czasowych wybralismy samolot. Bilet w obie strony na linie
rumunska TAROM (kupiony w Warszawie u dealera "5Ms", ul. Bracka 18,
tel.27-48-27, 27-17-13, fax 27-61-55) kosztowal 690$.
TRANSPORT PO
Po Indiach najwygodniej podrozuje sie pociagiem. Brytyjczycy pozostawili tu
calkiem sprawna siec kolei. Niewymagajacym polecamy druga klase sleeper. Jest
mniej zatloczona niz klasa popularna, w ciagu dnia, po zlozeniu kuszetek, robi
sie duzo miejsca do si
edzenia, cena wciaz jeszcze jest zachecajaco niska i nawet na najkrotszych
trasach mozna bez problemu dostac bilet. Jest bezpiecznie, nalezy jedynie
pamietac o przypinaniu bagazy do niedemontowalnych czesci pociagu, gdy chce sie
na chwile zdrzemnac.
Autobusy sa wygodne tylko na kratkich trasach. Zawsze jest problem z duzym
bagazem. Moze sie zdarzyc, ze niespodziewanie wyparuje z dachu, a w srodku,
miedzy fotelami, nie zawsze jest miejsce. Generalnie latwiej jest jezdzic
autobusem w mniejszej grupie (
2-3 osoby).
BAGAZ
Im mniej rzeczy sie wezmie do plecaka, tym lepiej. W razie czego, wszystko
mozna dokupic na miejscu za niewielkie pieniadze. Zupelnie niepotrzebne byly
karimaty i spiwory. Zamiast nich wzielismy poszwy poscielowe z rozcieciem u
dolu, do ktorych wchodzilis
my na noc do srodka. Nieprzydatna byla takze moskitiera - wystarczyly w
zupelnosci plynne odstraszacze.
Superoszczedni turysci moga zabrac zapas blyskawicznej zywnosci (zupki
chinskie, "Goracy Kubek" Knorra, kuskus, kaszki mleczne dla niemowlat
itp.). W wiekszosci hoteli sa gniazda elektryczne, do ktorych da sie podlaczyc
grzalke (z brytyjska wtyczka - mozn
a kupic na miejscu).
Warto zaopatrzyc sie w mala buteleczke spirytusu rektyfikowanego. Wspaniale
myje sie w nim owoce przed spozyciem, a 99% zabija wiekszosc niebezpiecznych
bakterii i pierwotniakow.
O pozostalych rzeczach piszemy powyzej. Radzimy skorzystac rowniez z dobrych
porad dobrych przewodnikow (np. Lonely Planet).
TERMIN
Wrzesien i pazdziernik to wedlug nas najlepsze miesiace. Monsun juz ustepuje,
pogoda jest znosna, a turystow jeszcze niewielu. Warto zwrocic uwage, ze w
popularnych turystycznie miejscach ceny w hotelach sa duzo nizsze poza sezonem.
Pod koniec monsunu nie
wielkie deszcze przydarzaja sie raz dziennie. Niebo potrafi byc jednak
zachmurzone przez cale popoludnie. Juz w sierpniu pogoda potrafi byc komfortowa,
jezeli chodzi o poludnie Indii, w Nepalu jednak chmury przykrywaja szczelnie
osniezone szczyty. Niewiel
e wtedy widac i traci sie caly urok Himalajow. Tu najlepszy na odwiedziny jest
pazdziernik - listopad.
CENY
Indie: kurs bankowy 1 USD = 35,15 Rs, czarny rynek 1 USD = 37 Rs.
Hotele - od 30 do 150 Rs, srednio 75 Rs (ok. 2 USD), srednia arytmetyczna
naszej trasy: 61,24 Rs.
Jedzenie - jeden posilek w restauracji ok. 35 - 45 Rs (w zaleznosci od plci
jedzacego), srednia arytmetyczna naszego obzarstwa: 89,58 Rs dziennie na osobe.
Transport - duzo jezdzilismy! Wliczamy w to rowniez wypady organizowane przez
biura wycieczkowe, bo byl to przede wszystkim transport autokarem do ciekawych
miejsc - dziennie srednio 94,82 Rs.
Bilety wstepu - malo jest miejsc gdzie sie placi, przewaznie muzea. Srednia
dzienna w/g matematykow: 8,03.
Do wszystkich wydatkow nalezy dodac 300 Rs oplaty serwisowej na lotnisku w
Delhi.
Srednia dla calej naszej wyprawy do Indii (nie liczac biletow lotniczych)
wyniosla 248,48 Rs (7,07 USD dziennie).
Nepal: kurs bankowy 1 USD = 56,75 NRs, czarny rynek 1 USD = 60 NRs.
Przy wyliczeniach usrednilismy obydwa kursy.
Hotele - od 30 do 120 NRs, zwykle mozna znalezc pokoj za 70 NRs, srednia
arytmetyczna naszej trasy: 56,92.
Jedzenie - jeden posilek w restauracji ok. 60 - 80 NRs za osobe. Srednio
jedlismy za 173,58 NRs dziennie.
Transport - jesli podzielic wydatki przez ilosc dni, wychodzi 60,08 NRs
dziennie na osobe.
Bilety wstepu - zaplacilismy tylko w jednym miejscu. Srednia dzienna wobec
tego: 0,42 NRs na osobe.
Gdyby wiec nie nasza rozrzutnosc, wydawalibysmy 291 NRs dziennie (4,96 USD).
Do wydatkow dodaly sie jednak koszt wizy nepalskiej: 15 USD (851 NRs), permitu
na wstep do Chitwan National Park: 650 NRs, safari na sloniach: kolejne 650 NRs
oraz canoeing & jungle walk: 380 NRs.
Wobec powyzszego arytmetyczna srednia dzienna wyniosla 501,92 NRs (8,60 USD)
na osobe.
DO ZOBACZENIA NA TRASIE !


Top
 Profile
 
Post new topic Reply to topic  [ 1 posts ] 




 Topics   Author   Replies   Views   Last post 
No new posts Wróciłem z wycieczki do Indii i Nepalu

Marek

1

154

2004-11-26 19:17:32

Marek

No new posts Dziennik z podrozy DZIEKUJE

Greg

1

1000

1997-06-19 00:00:00

Greg

No new posts Nullarbor (dziennik z podrozy).... fragment

Marek

3

1754

2000-01-05 00:00:00

Marek

No new posts dziennik podrozy do Mongolii i Chin

Wojciech

13

416

2004-09-23 11:37:08

Jęczysław

No new posts Fotoblog z podrozy do Indii

cpun

2

80

2005-10-09 12:19:53

tomik

No new posts Fotoblog z podrozy do Indii

tomik

7

375

2005-10-10 14:38:36

Zbig

No new posts Fotorelacja z podrozy do Indii

cpun

1

832

2005-10-09 12:40:00

cpun

No new posts Z jakim biurem podróży najtaniej do Indii

LEPEK

6

906

2007-10-29 08:20:03

Artur

No new posts Dziennik mej podrozy [dluuuuuugi i moze nieco "poetycki"]

marcin

9

441

1999-02-26 00:00:00

Narden

No new posts Dziennik Baltycki

dEXTER

4

2328

2000-08-23 00:00:00

Piotr


Who is online

Users browsing this forum: apartamenty poznań, biuro pielgrzymkowe, usługi pozycjonowania, chirurgia plastyczna, geotechnika, darmowe pozycjonowanie, prezent, tanie pozycjonowanie, pozycjonowanie i optymalizacja, Watson,Renata,bocmen, 3 guests, akumulatory do zabawek kolagen Versicherungen Imprezy plenerowe Darmowa Muza ,


New posts New posts    No new posts No new posts    Announce Announcement
New posts [ Popular ] New posts [ Popular ]    No new posts [ Popular ] No new posts [ Popular ]    Sticky Sticky
New posts [ Locked ] New posts [ Locked ]    No new posts [ Locked ] No new posts [ Locked ]    Moved topic Moved topic
You can post new topics in this forum
You can reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group