12 maja 1998 kol. Ola Wozniak napisała:
>> przygotowuję się do napisania pracy licencjackiej pod tutułem (na
razie ogólnym): "Turystyka osób niepełnosprawnych ruchowo - stan
obecny
i szanse rozwoju".Temat wydaje mi się ciekawy aczkolwiek już teraz
wiem
że napisanie tej pracy może przypominać walkę z wiatrakami. Dobrze
sobie
zdaję sprawę na jakie trudności i problemy napotykajš w codziennym
życiu
osoby niepełnosprawne więc czy można mówić o rozwijajšcej, ciekawej
turystyce ? <<
Kochana Olu,
To wspaniałe, że wybrałaś wlasnie taki temat swojej pracy, choc nie
neguje, ze nie bedzie Ci latwo - turystyka osob niepelnosprawnych to
temat jednak bardzo uwarunkowany:
po pierwsze - tym, ze w Polsce dotychczas nie ma zadnych tradycji w
tym zakresie;
po drugie - tym, ze dla przecietnego, "szarego zjadacza chleba"
organizowanie turystyki dla "takich polamańcow" jak my, to czysta
herezja;
po trzecie - tym, ze cala infrastuktura polskiej turystyki jest
zupelnie niedostosowana do szczegolnych wymagan, jakie wyplywaja z
obslugi ludzi niepelnosprawnych;
po czwarte - tym, ze znakomita wiekszosc osob niepelnosprawnych w
Polsce zyje na marginesie zycia spolecznego, odizolowani naturalnymi i
sztucznymi barierami od reszty spoleczenstwa (nie z wlasnej winy,
tylko z winy tegoz spoleczenstwa);
po piate - tym, ze wiekszosc inwalidow i osob niepelnosprawnych
utrzymuje sie jednak glownie z rent (zatrudnienie - to nadal jedna z
najwiekszych barier), a co za tym idzie, poziom ich dochodow raczej
uniemozliwia nawet myslenie o prawdziwej turystyce.
Jesli wiec uwzglednisz te wszystkie uwarunkowania, moze sie okazac, ze
na blisko 40 mln mieszkancow w naszym kraju, z ktorych ok. 7 mln, to
ludzie niepelnosprawni, moze kilka tysiecy (a moze mniej) - to beda
Ci, dla ktorych taka turystyke mozesz organizowac. Tym samym wiec -
ekonomiczna oplacalnosc takich przedsiewziec moze stac pod duzym
znakiem zapytania.
W dalszej czesci swej pracy powinnas, jak sadze, uwzglednic podzial
na:
- turystyke wyjazdowa (tj. wysylanie naszych turystow na wycieczki,
czy wczasy);
- turystyke przyjazdowa (tj. organizowanie imprez w kraju dla turystow
z zagranicy).
I w tym momencie musisz znow zwrocic uwage na to, ze:
- naszych polskich turystow nie bedziesz miala wielu (bo albo sa
"przyszpileni" do lozek, albo - ich po prostu na to nie stac);
- tych drugich, "zagraniczniakow" - moglabys miec co najmniej kilka
czy kilkanascie tysiecy, tylko - co z nimi zrobisz, gdzie ich
zabierzesz, co im pokazesz, gdzie ich nakarmisz i przenocujesz, jesli
99% bazy gastronomiczno-noclegowej oraz wiekszosc obiektow "do
pokazania" jest nieprzystosowana dla osob niepelnosprawnych ????
(:-(((
Co do turystyki wyjazdowej - nie ma zadnych, ale to zadnych
ograniczen, za wyjatkiem jednego - pojemnosci portfela polskiego,
niepelnosprawnego turysty.
Zacznijmy od transportu:
Jesli zechcesz w Polsce znalezc przewoznika, ktory udostepnic Ci
niskopodwoziowy autokar, przystosowany do zaladowania pasazerow na
wozkach inwalidzkich - to zycze Ci szczescia!!! Nie wiem, czy w calym
kraju znajdziesz chociaz ze 3 - 4 autokary "Neoplan" oraz
"Scania"
dostosowane do tego typu pasazerow. Nie mowie tu o autobusach
miejskich, ale te do turystyki sie nie nadaja.
Chociaz, jesli bys zadzwonila do Berlina, czy Amstedamu, bedziesz juz
mogla przebierac w ofertach, jak w ulegalkach. Tylko, czy kalkulacja
kosztow imprezy to "wytrzyma" ??
Z samolotami jest juz inna sprawa. Co prawda PLL LOT nadal jest
jeszcze gdzies w "trzeciorzedzie", ale goni czolowke, jak moze. Na
szczescie masz do wyboru jeszcze ze 300 innych europejskich
przewoznikow. A u nich - nie ma juz zadnego problemu. Sam wiele
latalem - to wiem. Wystarczy, ze przy robieniu rezerwacji lub przy
zakupie biletu zglosilem w kasie: "jedno miejsce dla osoby
niepelnosprawnej" i juz wiedzialem, co mnie czeka:
- na prowincjonalnym lotnisku w glebi Ameryki przy drzwiach stal
Murzyn z wozkiem inwalidzkim i wielka tablica z numerem mojego lotu i
moim nazwiskiem. Pomimo moich protestow niemal sila wsadzil mnie na
wozek i zajal sie moim bagazem. Do odprawy stala kolejka pasazerow,
ale ja - jak Marokanski Krol zostalem przewieziony przez oddzielne
wejscie, bez zadnych kolejek. Dowieziono mnie do samego wejscia do
samolotu, na ktorego pokladzie czekal mnie kolejny szok: inny Murzyn
chcial mnie sila przenosic z wozka na fotel lotniczy, mimo ze moglem
to bez problemu zrobic sam. Sam fotel w samolocie byl specjalnie na
mnie przygotowany - mimo, ze bilet mialem w klasie "Economy", fotel
dla mnie byl w klasie "Business" i to specjalnie przesuniety w
prowadnicach, abym mial wiecej miejsca na nogi. Stewardessy lataly
wokol mnie az do przesady - jakbym co najmniej byl szwagrem prezydenta
USA. Gdy chcialem przespacerowac sie do toalety - natychmiast znalazl
sie przy mnie i stewardessa i steward, i pomimo moich protestow,
trzymali mnie za kark i pasek od spodni, zebym sie im bron Boze nie
przewrocil. Zaczalem sie wrecz obawiac, ze nawet do samej toalety
wejdzie za mna stewardessa, zeby mnie trzymac za reke, jak bede
zalatwial swoje sprawy (na szczescie - pozwolono mi na odrobine
intymnosci) (;-)))
W czasie przesiadki na lotnisku Ohara w Chicago - nie mialem ani
chwili spokoju. Nie tylko, ze przy wyjsciu z samolotu juz czekalo
dwoch Murzynow z wozkiem inwalidzkim, ktorzy przewiezli mnie na inny
terminal, zalatwili odprawe bagazu i mnie samego, zawiezli jeszcze do
baru wolnoclowego na piwo, bawili rozmowa przez kilkanascie minut, to
jeszcze nawet na chwile nie dali mi od siebie "odsapnac".
Gdy korzystajac z chwili ich nieuwagi sprobowalem im "prysnac", w
sasiedniej hali osaczyly mnie nagle dwa elektryczne "melexy", z
ktorych kierowcy, kazdy oddzielnie, na sile mnie probowali skaptowac,
zebym zechcial usiasc w ich pojezdzie. Wszyscy Ci Murzyni (i biali
tez) wyposazeni sa w male radiotelefony i sa w ciaglym kontakcie z
jakas centrala dystrybucyjna. Jak sie zorientowalem - jedynym ich
zadaniem jest robienie "normalnych lapanek" po calym lotnisku
wszelkich inwalidow, staruszkow i malych dzieci. Mawet jak taka
"zlapana" staruszka bardzo protestuje - nie ma prawa glosu - jest
sila
ladowana na "Melexa" (jej bagaz na drugiego "Melexa") i
odwozone do
wlasciwego terminala. Po wylapaniu mnie w tlumie juz moje imie i nr
mojego lotu byl w "eterze" i zanim sie zorientowalem,
"moi" Murzyni
juz byli przy mnie.
Poniewaz mialem jeszcze chwile czasu do odlotu - zaproponowalem moim
opiekunom po piwku, na co chetnie przystali (mimo, ze pozniej pili je
troche ukradkiem, zeby ich jakis boss nie "wylapal" w kamerach
podgladu, zwisajacych co kilka metrow z sufitu). W toku rozmowy z nimi
dowiedzialem sie, ze cala ta "organizacja" zajmujaca sie staruszkami
i
inwalidami, to nic innego, jak rodzaj studenckiej spoldzielni,
dzialajacej na wszystkich lotniskach w USA i Kanadzie.
To sa zwyczajni studenci roznych uczelni, ktorzy pracuja, aby zarobic
na czesne.
Cala spoldzielnia jest doskonale zorganizowana, wyposazona w
radiotelefony, centrum dystrybucyjne, podglad kamer - a nawet wlasne
centrum tlumaczy (studenci roznych nacji "robia" za tlumaczy na
rzecz
gosci przyjezdzajacy do USA).
Boze, zeby tak u nas cos takiego "wynalezli" ????
Dalej - mialem kiedys sytuacje, ze bedac na poludniu Stanow, musialem
jednego z towarzyszacych mi ludzi (polskiego robotnika) wyslac na 3
dni na polnoc Stanow. Wykupujac wiec mu bilet w kasie towarzystwa
lotniczego (bodaj "Eastern Airlines") zastrzeglem, ze pasazer jest
pierwszy raz w zyciu w USA i nie zna jezyka, ani zwyczajow. Gdy go o
oznaczonym terminie podwiozlem na lotnisko odlotowe, juz przy drzwiach
przypieto mu do piersi jakis taki "sylwestrowy" kotylion. Nawet, jak
pamietam - wywolalo to u mnie usmiech zdziwienia. Mniej juz sie temu
dziwilem, gdy po 4 dniach facet wrocil do naszej firmy (tzn tej, w
ktorej stacjonowalismy) i zaczal opowiadac wrazenia z podrozy. Okazalo
sie, ze ten "kotylion" na jego piersi sprawial, ze przez cala podroz
-
pomimo dwoch przesiadek posrednich - byl przekazywany z samolotu na
samolot jak paczka swiateczna ze swiezym tortem i zapalonymi na nim
swieczkami: stewardessy go zatrzymywaly w samolocie, zanim wszyscy
pasazerowie nie opuscili pokladu, potem przejmowali go jacys Murzyni
(prawdopodobnie ci sami studenci), ktorzy w Houston nawet mu
"zafundowali" taksowke na drugie lotnisko i po drodze - zwiedzanie
miasta. Swoja opowiesc zreasumowal jednym zdaniem: "panie, nawet
gdybym chcial sie zgubic, to nie mialem szans, bo cale ruskie KGB nie
ma tak dobrze zorganizowanego nadzoru nad wszystkimi szpiegami, jak te
ludzie tutaj nad takimi "odmiencami" jak ja"".....
To chyba wyjasnia juz wszystko. A co najwazniejsze - nas jako
pasazerow to nie kosztuje ani centa. Jak chcialem opiekujacego sie mna
Murzyna wynagrodzic jakims 10-dolarowym napiwkiem, to o malo nie dal
mi "w zeby" i musialem go dlugo potem przepraszac. Wyjasniono mi, ze
po pierwsze - ich firma wynagradza ich dobrze, a po drugie - oni
traktuja ta prace jako swoj wklad w integracje ludzi niepelnosprawnych
ze swiatem zywych. Jako studenci sa zbyt ubodzy, zeby wspierac
jakiekolwiek akcje charytatywne swoimi wplatami. Ale za to swiadcza
swoja prace, ktora jest bardzo wysoko oceniana w spoleczenstwie.
Boze, kiedy nasze spoleczenstwo zacznie rozumiec takie postawy ?????
Ale przejdzmy do dalszych zagadnien: - hotele.
Wystarczy, ze rezerwujac hotel, zaznacze, iz chodzi o pokoj dla osoby
niepelnosprawnej. I nie chodzi wtedy wcale o jakis pokoj specjalnie
przystosowany, to znaczy - zaopatrzony w porecze przy umywalce, czy
nad wanna, czy przy sedesie, lub o jakies inne, super-udogodnienia. Po
prostu - w wiekszosci hoteli te wyposazenia sa w standardzie KAZDEGO
pokoju. Zglaszanie w czasie rezerwacji, ze pokoj ma byc dla osoby
niepelnosprawnej ma na celu inne sprawy.
Po pierwsze - pokoj jest z reguly zlokalizowany albo w poblizu windy,
albo - w poblizu bocznego wejscia, z pochylnia, prowadzacego prostu na
parking lub do garazu.
Po drugie - w poblizu pokoju zwykle stoi automat
... read more »