> Ostatnio po przeczytaniu książki, w której był dział fizyka
współczesna
> i mechanika kwantowa (i inne tego typu) doszedłem do wniosku, że
podróż
> w czasie jest niemożliwa!
> Przykład: poruszające się zegary tykają wolniej. Im szybciej zegar
się
> porusza, tym wolniej będzie tykał, aż w końcu przy prędkości
światła
> powinien się zatrzymać (nie wnikam w to), a potem poruszać się wtecz
> (to narazie nieistotne).
> Tak czy inaczej dowodzi to, że TYLKO dla tego poruszającego się zegara
> czas zwalnia, a cała reszta świata leci sobie swoim ciągiem. Wniosek z
> tego, że gdyby nawet po rozpędzeniu się do prędkości więszej od
światła
> możnaby cofnąć się w czasie, to tylko ta poruszająca się osoba się
> cofnie, reszta będzie normalnie płynąć w czasie.
> Taka jest moja hipoteza.
Uściślając: są niemożliwe, jeśli usiłujesz je realizować w taki
sposób,
jaki opisałeś. O ile w Twoim rozumowaniu nie ma błędów,
czego - szczerze mówiąc - nie sprawdzałem.
T. D.
> Podróże w czasie też uważam za niemożliwe,
> ale transformacje Lorentza to nie tylko
> spowolnienie tykania zegara. Według STW
> możliwość przekroczenia prędkości światła
> implikuje możliwość cofnięcia się w czasie,
> i tyle. Nie wiem, co z OTW.
Być może implikuje, nie wiem.
W każdym razie i tak jest to implikacja, czyli
zależność w jedną stronę.
T. D.
> Ostatnio po przeczytaniu książki, w której był dział fizyka
współczesna
> i mechanika kwantowa (i inne tego typu) doszedłem do wniosku, że
podróż
> w czasie jest niemożliwa!
Natomiast istnieje inna, fundamentalna przyczyna dla takiej niemożności,
a konkretnie - sprzeczność logiczna. Chociażby paradoks dziadka.
Żeby sobie to uzmysłowić, należy zdać sobie sprawę z istnienia
/dwu/ czasów: subiektywnego czasu osoby podróżującej, oraz
czasu obiektywnego, w którym ta osoba podróżuje.
Można to zrobić następująco. Wyobraźmy sobie, że nasz
świat jest dwuwymiarowy. Dodajmy obiektywny czas jako trzeci wymiar,
w wyobraźni skierujmy go pionowo. Wtedy poruszanie się
wzdłuż strzałki obiektywnego czasu przypomina animowany film,
którego klatkami są płaszczyzny prostopadłe do osi czasu.
A jako subiektywny czas przyjmijmy "zwykły" czas.
W tym modelu widać, że zdarzenia w obiektywnym czasie
są "na zawsze ustalone", bo są zamrożone w tej trójwymiarowej
bryle, którą skonstruowaliśmy. Owszem, możemy się
w tej bryle przemieszczać, ale nie możemy przy tym zaburzyć
jej struktury.
Czyli podróż w czasie, nawet jeśli jest możliwa, przebiega
bezobjawowo...
T. D.
PS. To taki mój model. Bardzo jestem ciekaw Waszych
opinii.
> > Czyli podróż w czasie, nawet jeśli jest możliwa, przebiega
> > bezobjawowo...
> A co z zasadami zachowawczymi?
> Nagle wcielo masa_faceta*c^2 energii z naszego swiata i jak zbilansowc
> 100lat! To brzmi dumnie! Zadanie sformulowane w temacie brzmi ambitnie.
> Na szczescie za bardzo:)
> Wspolczesne paliwa sluzace do wynoszenia roznych dziwactw na orbite
> wokolziemska i dalej maja wydajnosc odpowiadajaca utrzymaniu swojej masy
> z przyspieszeniem 1g przez 200..300 sekund. A zobacz ile ludzki intelekt
> z tego zrobil.
> Nota bene niemal cala podroz kosmiczna odbywa sie zupelnie bez udzialu
> silnika. Wszystko polega na takim dobraniu toru lotu (po oderwaniu sie
> od Ziemi) zeby reszte energii potrzebna do lotow kosmicznych dawala
> praca sil grawitacyjnych innych cial kosmicznych - glownie planet.
> Zapamietaj na cale zycie "nie miesniamie ale glowa!" :)))
No taak... Ale gdybyśmy mieli taki silnik, który jest w stanie nadać
ciągłe przyspieszenie 1g przez trzy dni, to właśnie tyle trwałaby
np. podróż na Marsa. W przeciwnym razie - dobrych naście miesięcy...
T. D.
> 100lat! To brzmi dumnie! Zadanie sformulowane w temacie brzmi ambitnie.
> Na szczescie za bardzo:)
> Wspolczesne paliwa sluzace do wynoszenia roznych dziwactw na orbite
> wokolziemska i dalej maja wydajnosc odpowiadajaca utrzymaniu swojej masy
> z przyspieszeniem 1g przez 200..300 sekund. A zobacz ile ludzki intelekt
> z tego zrobil.
> Nota bene niemal cala podroz kosmiczna odbywa sie zupelnie bez udzialu
> silnika. Wszystko polega na takim dobraniu toru lotu (po oderwaniu sie
> od Ziemi) zeby reszte energii potrzebna do lotow kosmicznych dawala
> praca sil grawitacyjnych innych cial kosmicznych - glownie planet.
> Zapamietaj na cale zycie "nie miesniamie ale glowa!" :)))
No taak... Ale gdybyśmy mieli taki silnik, który jest w stanie nadać
ciągłe przyspieszenie 1g przez trzy dni, to właśnie tyle trwałaby
np. podróż na Marsa. W przeciwnym razie - dobrych naście miesięcy...
T. D.
> > W polowie trzeba by tylko odwrocic stateczek :-)
> Ja zrozumilem tak, ze silnik dziala 3 dni i zuzywa cale paliwo :)
Oczywiście chodzi o rozwiązanie z odwracaniem stateczka.
> A odwracanie w polowie drogi, to tez nie tak, bo poruszamy sie w silnym
polu
> grawitacyjnym Slonca :>
Że co? Że jak?
Pole grawitacyjne Słońca daje przyspieszenie 0.006 ms^-2 (6*10^-4 g)
na poziomie orbity Ziemi, i im dalej, tym słabiej.
Oczywiście trzebaby to jakoś uwzględniać w obliczeniach, ale wpływ
na końcowy wynik jest niewielki.
Chyba, że chodzi Ci o to, że w połowie drogi znajdujemy się
blisko Słońca? Ale to nie szkodzi, bo co się doda, to się później
i odejmie, ze względu na zachowawczość pola.
Jedyne, czym należy się wtedy martwić, to:
- siły pływowe
- temperatura
- promieniowanie
Przy okazji uściślę:
Oczywiście jeśli silnik pracuje z siłą 1g (przepraszam za uproszczenie),
to daleko nie zalecimy. Przez pewien czas musi być więcej niż 1g,
aż do uzyskania pierwszej prędkości kosmicznej co najmniej.
Pomijając ten drobny problem ;) czas podróży na Marsa wynosi
od 58 godzin w wypadku opozycji do 148 godzin w wypadku
koniunkcji (uwaga - ciepło!).
Czyli od 2d10h do 6d4h. Pomarzyć...
T. D.
> >> No, a startujac z 1g to nie osiagnie sie 1-ej kosmicznej? :)
> > Nie. Trzeba 1g + epsilon. ;)
> > Chodzi o to, żeby w ogóle oderwać się od Ziemi, no a poza tym
> > żeby nie trwało to godzinami.
> Wlasnie. W pol godziny na orbite (niech bedzie LEO), a potem juz pojdzie
z
> gorki ;o)
Sprawdziłem, że po trzech godzinach działania ciągiem 1.2g wpływ
pola grawitacyjnego Ziemi spada do 20% początkowej wartości.
Przy okazji: po co ograniczać się do 1g? Wystarczy umieścić
kapsułę z pasażerami, i innymi obiektami wrażliwymi, w sztucznym
polu grawitacyjnym o liniach równoległych (żeby nie było sił pływowych),
a następnie całość przyspieszać praktycznie dowolnie
(tyle, żeby nie przekroczyć możliwości generatora sztucznego pola).
:P
T. D.
> Przydałoby się policzyć jakich rozmiarów czarne dziury są potrzebane,
aby
> (po 10-letnim przyspieszaniu 1 g) :
> - wykonać manewr skrętu
> - wykonać hamowane korzystając z asysty grawitacyjnej
> - przyspieszyć wykorzystując asystę grawitacyjną układu podwójnego
czarnych
> dziur
> ...i nie zostać rozerwanym przez siły pływowe.
Siły pływowe to nie problem. Łatwo policzyć, że
F_p(l) = F_G * 2l/R,
gdzie F_p(l) to siła pływowa działająca między dwoma punktami
odległymi od siebie radialnie o l, F_G to siła grawitacji, R - odległość
od środka masy przyciągającego ciała.
Czyli np. dla ciała o masie 10 000 mas Ziemi odległość ponad 60km od
środka
masy oznacza siłę pływową działającą na ludzkie ciało mniejszą niż
1g,
a i to w sytuacji skrajnej (l = 3m). Nie są to wygórowane wymagania.
Gorzej z mechaniką orbitalną. Jeśli nasza prędkość początkowa jest
niewielka, to polecimy wokół czarnej dziury po torze eliptycznym
i wrócimy do punktu wyjścia. Żeby rzecz miała sens, trzeba się
najpierw mocno rozpędzić, pozostaje pytanie - jak.
T. D.
You can post new topics in this forum You can reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot post attachments in this forum